JÓZEF PROCIUK

ZAPOMNIANY MARYNARZ Z ZABOROWA
Jędrzej cierniak

Na przełomie maja i czerwca 2010 roku minęła 70 rocznica śmierci marynarza Józefa Prociuka, członka załogi ORP "Orzeł". Rocznica ta minęła bez wielkich uroczystości, jakich świadkiem był w tym roku Zaborów. W cieniu uroczystości katyńskich, tragedii smoleńskiej i późniejszej powodzi, nawet nie zauważono tej tak wspaniałej i jakże tragicznej postaci.  Józef, Stefan Prociuk urodził się 04 stycznia 1920 roku w Zaborowie. Jego ojciec, Ludwik Prociuk pochodził z Tarnowa i prowadził w Zaborowie Urząd Pocztowy, matka Anna pochodziła z rodziny Siemieńców i zajmowała się wychowaniem dzieci. Jak wynika z zapisów ksiąg parafialnych, ochrzczony został 06 stycznia 1920 roku, a chrzestnymi byli Józef Siemieniec i Jadwiga Pawlik. W młodości uczęszczał do Szkoły Powszechnej w Zaborowie, której kierownikiem w tym okresie był Grzegorz Gluza. Następnie kontynuował naukę w szkole w Tarnowie. Tragiczna śmierć marynarza Józefa Prociuka związana jest nierozłącznie z historią polskiego okrętu podwodnego z okresu II wojny ąwiatowej ORP ,"Orzeł" i jego równie tragicznej załogi. Zwodowany 15 stycznia 1938 roku, był jednym z najnowoczeąniejszych okrętów w momencie wybuchu wojny. W dużej mierze został sfinansowany ze ąrodków Funduszu Obrony Morskiej (FOM-u). Ponieważ w Polsce nie było możliwości zbudowania tego typu okrętu, postanowiono wybrać inne państwo. Spośród ofert: francuskiej, angielskiej, amerykańskiej, szwedzkiej i holenderskiej zwyciężyła ta ostatnia. Konstrukcja zbudowanego w holenderskiej stoczni De Schelde okrętu była częściowo oparta na holenderskim typie O-19. Dane techniczne okrętu były imponujšce, posiadał on: wyporność - 1110 ton, długość - 84 m, szerokość - 6,7 m, zanurzenie - 4,17 m, napęd - 2 silniki wysokoprężne, 2 silniki elektryczne i 2 baterie akumulatorowe, uzbrojenie - 1 działko typu Bofors, 1 podwodne działko przeciwlotnicze, 12 wyrzutni torpedowych 550 mm z reduktorami do torped. Załogę stanowiło: 6 oficerów, 54 podoficerów i marynarzy. Opracowanie projektu technicznego powierzone zostało biuru konstrukcyjnemu w Hadze. W porównaniu z innymi okrętami, nowa jednostka miała szereg istotnych ulepszeń i nowości konstrukcyjnych, była silnie uzbrojona i szybsza, dzięki czemu wzrastały jej zdolności bojowe. Wstępne prace konstrukcyjne rozpoczęły się 14 sierpnia 1936 roku, a wodowanie nastąpiło 15 stycznia 1938 roku. Latem 1938 roku, kiedy nadszedł okres przeprowadzania prób okrętu, przyjechała z Polski część przyszłej załogi "Orła": przyszły dowódca komandor porucznik Henryk Kłoczkowski, jego zastępca, kapitan mar. Józef Chodakowski przewidziany na oficera broni podwodnej  porucznik mar. Andrzej Piasecki.  



Jędrzej cierniak
"Orzeł" w 1939 roku.
Po pomyślnym odbyciu prób torpedowych okręt 2 lutego 1939 roku w basenie stoczni Vlissingen został przekazany stronie polskiej. Nastąpiło uroczyste podniesienie polskiej bandery wojennej. W sobotę 5 lutego 1939 roku "Orzeł" opuścił Vlissingen i udał się do Gdyni, do której zawinął 10 lutego 1939 roku. Tu został powitany z odpowiednimi honorami i wziął udział w obchodach Święta Marynarki Wojennej. Na przestrzeni pół roku do wybuchu II wojny światowej okręt spędził większość czasu na morzu, w stałym pogotowiu, na rejsach patrolowych i na obserwacji frachtowców niemieckich i statków należących do tzw. Seedienst - Ostpreussen. W czasie tej służby załoga nabierała doświadczenia i praktyki morskiej, zżyła się i zgrała się ze sobš. Stałym miejscem pobytu "Orła" był port na Oksywiu. W momencie rozpoczęcia walk z Niemcami, 1 września 1939 roku okręt opuścił port gdański, aby nie paść ofiarą nalotów prowadzonych przez niemieckie lotnictwo, Luftwaffe. 2 września 1939 roku dowództwo zamierzało wykorzystać "Orła" do akcji przeciwko pancernikowi "Schleswig - Holstein", jednak ten nie opuącił kanału portowego. W dniu 4 wrzeąnia 1939 roku dowódca Henryk Kłoczkowski podjął samowolnś decyzję opuszczenia swojego sektora i żeglugi dalej na północ w rejon Gotlandii. Wieczorem 14 września 1939 roku okręt niezauważony wpłynął na redę Tallina, stolicy Estonii. Pierwszy etap działalności wojennej "Orła" w kampanii polsko - niemieckiej dobiegł końca. Po uzyskaniu zgody na zawinięcie do portu dowódca Henryk Kłoczkowski i porucznik mar. Tadeusz Mokrski  udali się do szpitala, gdzie komandor już pozostał, cierpiał bowiem na tyfus. Załoga dokonała w tym czasie niezbędnych napraw. Władze estońskie zaczęły się jednak zachowywać w sposób dziwny i niezrozumiały. Uległy presji dyplomacji niemieckiej i postanowiły internować okręt wraz z załogą. Myśl o podjęciu ucieczki zrodziła się w umysłach członków załogi natychmiast po ogłoszeniu decyzji władz estońskich o internowaniu okrętu. W nocy z 17 na 18 września 1939 roku rozpoczęła się operacja ucieczki "Orła"  z Tallina. Akcją dowodził kapitan Jan Grudziński, który również opracował szczegółowy plan ucieczki. Sprzyjały im warunki pogodowe - zapadły egipskie ciemności, jak również całkowite zaskoczenie przeciwnika. Po brawurowej ucieczce z Tallina "Orzeł" był wolny.

Jędrzej cierniak

Tablica na ścianie Muzeum Morskiego w Tallinie


Tak rozpoczęła się jego odyseja.  Dowództwo okrętu mając świadomość nikłej szansy dalszej walki na Bałtyku oraz różnorakich problemów (brak paliwa, broni, map nawigacyjnych, żywności, wody pitnej itp.), postanowiło powziąć dużej wagi decyzję przedostać się przez Cieśniny Duńskie i dotrzeć do Wielkiej Brytanii tj. pokonać 1200 mil dzielśce Tallin od Istle of May w Szkocji, gdzie był wyznaczony punkt zborny dla jednostek Polskiej Marynarki Wojennej. Nadmieńmy jeszcze raz, że na pokładzie okrętu nie było żadnych map, gdyż wcześniej zabrali je Estończycy. Sporządzono więc prowizoryczne mapy oraz spis znanych latarń morskich, reszta zależeć miała od instynktu morskiego załogi. W nocy z 7 na 8 października 1939 roku "Orzeł" przystąpił do forsowania Sundu. Rano 11 października 1939 roku "Orzeł" dotarł do przylądka Skagen i wyszedł na wody Skagerraku. Najtrudniejszy etap odysei został pokonany, wąska Cieśnina Sund przepłynięta. W dniu następnym, 12 października okręt wyszedł na Morze Północne i skierował się ku wybrzeżom Wielkiej Brytanii. Sztorm, który panował od kilku dni utrudniał nawigacje, jednocześnie pomagał załodze omijać nieprzyjacielskie jednostki niemieckie zarówno na Morzu Bałtyckim jak i na Morzu Północnym. Niemożność skontaktowania się radiowego z sojusznikiem oraz nieznajomość rozmieszczenia angielskich pól minowych, a także groźba zaatakowania "Orła" przez będące na patrolu sojusznicze okręty i lotnictwo sprawiły, że załoga przeżywała kryzys. Wbrew obawom okręt przemierzył całe Morze Północne od Skagerraku do wybrzeży Szkocji bez żadnych incydentów. 14 października radiotelegrafiście udało się naprawić radio i nawiązać kontakt z Anglikami. Na spotkanie z "Orłem" wypłynął niszczyciel brytyjski HMS "Valorous", który odprowadził go do bazy wojennej Rosyth. Tak dobiegła końca trwająca czterdzieści cztery dni odyseja załogi.
Po przybyciu "Orła" do Rosyth przywitano Polaków jak starych znajomych, którzy dokonali rzeczy niebywałej, przedostali się z Morza Bałtyckiego przez Cieśniny Duńskie do Szkocji. Dzielni marynarze zdobyli sobie zasłużone poważanie i sławę, a ich okręt wszedł w skład sił sprzymierzonych. Czekały go teraz konieczne naprawy i uzupełnienia w sprzęt i wodę pitnš. W drugiej połowie grudnia 1939 roku okręt po niezbędnych naprawach i częściowej wymianie załogi został użyty do eskortowania statków handlowych pomiędzy portami brytyjskimi. Podczas tych rejsów załoga nabierała praktyki w działaniu w nowych warunkach, a ekipa łącznikowa lepiej poznawała współpracę z Polakami. Następnie okręt brał udział w charakterze eskorty konwoju na Morzu Północnym. Na swój piąty patrol "Orzeł" wyszedł z Rosyth 3 kwietnia 1940 roku w godzinach popołudniowych. W dniu 8 kwietnia 1940 roku dowódca "Orła" dostrzegł niemiecki statek "Rio de Janeiro", który przewoził niemieckich żołnierzy przygotowanych do desantu w Norwegii. Niemcy ignorując sygnały ostrzegawcze Polaków, zaczęli uciekać. W odpowiedzi kapitan Grudziński dał rozkaz wystrzelenia torpedy. Głucha detonacja wstrząsnęła okrętem. Statek natychmiast przełamał się i zaczął tonąć. Był to najbardziej spektakularny wyczyn "Orła" na Morzu Północnym. W swój ostatni rejs okręt wypłynął 23 maja 1940 roku o godzinie 11 wieczorem. O dalszych losach załogi, w tym pochodzšcego z Zaborowa, młodego marynarza Józefa Prociuka i okrętu nic nie wiadomo. Pomimo wezwań radiowych do stawienia się okrętu w wyznaczonym sektorze, nie pojawił się w nim. Ostatecznie 11 czerwca 1940 roku, po trzech dniach od planowanego powrotu Polska Marynarka Wojenna w Wielkiej Brytanii oficjalnie potwierdziła stratę okrętu. Następnego dnia wiceadmirał Floty Podwodnej Królewskiej Marynarki Wojennej Max Horton wystosował list do Polskiej Marynarki Wojennej, w którym pochwalił i bardzo wysoko ocenił wojenną działalność "Orła . Według niesprawdzonych i niepotwierdzonych hipotez, okręt mógł być trafiony niemieckš bombą lotniczą, mógł wejść na nieznane pole minowe, albo mógł być omyłkowo ostrzelany przez holenderski okręt podwodny. Żadna z wymienionych hipotez nie została potwierdzona, z uwagi, iż do tej pory wraku "Orła" nie odnaleziono. Oficjalna wersja cytowanego wyżej wiceadmirała Maxa Hortona brzmi: ORP "Orzeł" zaginśł dnia 1 czerwca 1940 roku, prawdopodobnie wskutek ataku lotniczego. Po wojnie kilkukrotnie prowadzono poszukiwania "Orła", jednak bez rezultatu. Wszystkie wątpliwości do dziś nie zostały wyjaśnione i rozwiane. Polska Marynarka Wojenna poniosła niepowetowaną stratę. Dzielna załoga już nigdy nie wypłynęła w kolejny rejs. Pozostała na wieczną wartę w bezgranicznych toniach morskich. Stworzyła jednak piękną historię polskiej marynarki wojennej, w której najważniejsze miejsce zajmować będzie zawsze brawurowa ucieczka z Tallina. Rodzina w kraju długo nie posiadała żadnych wiadomości o Józefie. Snuto nawet przypuszczenia, że był widziany we Francji. Prawda jednak okazała się bardziej bolesna i brutalna, młody marynarz zginął z całą załogą na Morzu Północnym. Matka Józefa, Anna Prociuk, na przełomie lat 60 i 70 XX wieku uczciła symbolicznie stratę syna rzucając w przybliżonym miejscu tragedii "Orła" wieniec. Płynęła wtedy statkiem "Batory" do USA do swojego drugiego syna Tadeusza. Wydarzenie to odbiło się dużym echem, zarówno wśród pasażerów jak również wśród Polonii Chicagowskiej. Z przykrością muszę stwierdzić, że pamięć o dzielnym marynarzu pochodzącym z Zaborowa, Józefie Prociuku, nie była do tej pory należycie pielęgnowana. Jedynym materialnym znakiem o Jego istnieniu jest wyryte nazwisko i imię na pomniku ofiar I i II wojny światowej w Zaborowie. Czas już aby zaborowskie dzieci i młodzież usłyszały o jeszcze jednym człowieku, który zginął za naszą wolość. Tegoroczny Turniej Sportowy niech nosi Jego imię.
Jędrzej cierniak

Tablica na pomniku ofiar I i II wojny światowej w Zaborowie
© PSP Zaborów 2011